Wiecie jaka jest różnica między naszą Polską mentalnością a innymi ? Ciągle narzekamy, ciągle czegoś nam brakuje. Dostajemy coś za darmo i narzekamy, że nie jest lepsze od najdroższej rzeczy w sklepie. Przykład maile z Polski kontra Maile z zagranicy:
Polska:
- “podoba mi się pana program ale musi Pan dodać, to…” (co to znaczy muszę ? z jakiej racji ? czy nie można powiedzieć “czy nie mógłby Pan pomyśleć nad tym w przyszłej wersji ? jasne, że mógłbym; bo mogę, ale nie muszę),
- “porównałem Pana program z TC i nie ma tego, tego, tego, … ale życzę powodzenia w rozwoju” (TC ma 20 lat i jest źródłem utrzymania twórcy, jest płatny, ja daję program za darmo, niczego nie oczekuję w zamian, chociaż powinienem wyrozumiałości od rodaków, bo reszta świata umie się zachować)
- dodanie programu do portalu z programami (czekaj, czekaj, czekaj) ale jeden pobił wszystko:
“możemy umieścić Pana program na naszym najwspanialszym portalu jeżeli zgodzi się pan zmienić szatę graficzną i najlepiej nazwę programu, żeby przypominała nazwę naszego portalu” (chamstwo nie ma granic, promować siebie czyimś kosztem a w zamian za… no właśnie za co ? za “Wielką promocję”, bo nie ma takiego drugiego za darmo do użytku komercyjnego); Program się sam promuje (za granicą), nic nie muszę robić w tej sprawie a u nas co ? na kolanach mam błagać, żeby mnie [tu wstawić brzydki wyraz] ?)
Świat:
- “czy możemy zamieścić Pana program na cover DVD naszego magazynu” (Niderlandy)
- “z pewnością ucieszy Pana artykuł w Bangkok Post” (Tajlandia)…
- “czy zgodzi się Pan na pomoc w tłumaczeniu” (Rosja, Francja, Bułgaria)
- “świetny program umieszczamy go na naszym portalu” (masa portali z całego świata, termin realizacji 2-10 dni, program przetestowali, opracowali opis, własne screeny, nawet video z instalacji i użytkowania, dodanie programu – zero problemu, witamy z otwartymi rękoma)
- “to niesamowite, że tyle funkcji oddaje Pan zupełnie za darmo” (kilka podobnych maili).
Jeżeli są jakieś uwagi odnośnie brakujących elementów, to brzmią one w tłumaczeniu “czy mógłby Pan”, “czy będzie możliwe”, itd.
Oczywiście nie umieszczę tego wpisu na swoim drugim (anglojęzycznym) blogu, żeby nie robić swojemu własnemu krajowi wstydu.